Ogromnie mi ulżyło na myśl, że wszechświat jest nareszcie poznawalny. Zaczynałem już przypuszczać, że on to ja, a egzamin maturalny to jedyna poważna rzecz w życiu. Fizyka, jak się okazuje, zna odpowiedzi na wszystko niczym zrzędliwa ciotka Bożena, siostra żony, brata, mojego ojca. Big bang, czarne dziury i zupa pierwotna pojawiają się co miesiąc na łamach "National-Geograpchic" i "Focusa", na skutek czego moje pojmowanie ogólnej teorii względności i mechaniki kwantowej dorównuje pojmowaniu Einsteina- ściślej: Einsteina Jakubiaka sprzedającego zdrową żywność w warzywniaku na Mickiewicza. Jak wcześniej mogłem nie wiedzieć, że we wszechświecie istnieją rzeczy rzędu "długości Plancka", liczące sobie jedną milionową jednej miliardowej części miliardowej części miliardowej części centymetra? Wyobraźcie sobie, jak trudno znaleźć takie maleństwo kiedy upadnie na podłogę w ciemnej sali teatralnej. A jak działa grawitacja? Gdyby nagle zniknęła, czy w pewnych...






Komentarze
Prześlij komentarz